Historia rysunku kołem się toczy… kilka słów o myśleniu wizualnym.

Historia rysunku kołem się toczy… kilka słów o myśleniu wizualnym.

Słowa czy obrazy Kilka lat temu obejrzałam zmapowane przez RSA ANIMATE wystąpienie o tytule Changing Education Paradigms i postanowiłam podnieść sobie poprzeczkę do obrazowania swoich wypowiedzi. Niestety nie szło mi dobrze. Wtedy ograniczyłam się do map myśli. Wiedziałam, że obraz wzmacnia przekaz, że łatwiej zapamiętujemy obrazy, kolory niż zapisane słowa. Nawet jeśli jesteś słuchowcem, obraz i tak wspiera twój proces poznawania i zapamiętywania, a następnie przypominania. Zauważmy, że historia zatoczyła koło, bowiem pierwsze pismo było obrazkowe i dzisiaj gdy się rozejrzymy, to zauważymy ikonografię, która zdominowała komunikację: symbole na plakatach, reklamach, emoticony i symbole w komunikatorach elektronicznych. Jeśli przeanalizujemy metody nauczania i skuteczność zapamiętywania, to dostrzeżemy, że efektywniejsze są metody angażujące kilka zmysłów: wzrok, słuch oraz działanie. Czyli jeśli notatkę narysuję w ok 50% zastępując słowo obrazem (sketchnoting), dodam kolor to zdecydowanie szybciej zapamiętam treść niż z notatki zapisanej tradycyjnie na papierze linijka, pod linijką.  Dlaczego fliprysowanie, rysowanie wielkoformatowe, graphic recording zyskują coraz większe uznanie? Podczas wypowiedzi, wykładu, oprócz obrazu pojawia się element dynamiczny: rysowanie „na żywo”. Jest to element zaskoczenia i przyciągnięcia uwagi słuchacza. Jego koncentracja jest większa niż podczas prezentacji power point. Myślenie wizualne Czas zatem było podszkolić swoje umiejętności. Skorzystałam ze szkolenia z myślenia wizualnego u Eli Curyło, która szybko przekonała nas, że jesteśmy w stanie narysować swoje myśli oraz wykonać sketchnoting do wybranego tematu. Zaczynamy od alfabetu wizualnego, czyli prostych elementów i symboli takich jak: żarówka czy bomba . Potem ćwiczymy rękę przy nagłówkach, strzałkach, dymkach i przechodzimy do tematu rzeki: postaci. Mamy pełny przekrój od patyczaków, po postaci już ubrane, określone płcią, wiekiem oraz emocjami. Kolejny krok to rysunek przedstawiający ruch. Za każdym razem...
Kilka tipów o przestrzeni i grupie

Kilka tipów o przestrzeni i grupie

Wynajmujesz przestrzenie? Albo masz swoją? W ramach tego tekstu postaram się Wam odpowiedzieć na pytanie “Co zrobić z przestrzenią, by pracowało się w niej lepiej?”   To, że piszę o tym, wynika z mojego procesu pisania pracy licencjackiej. Temat mojej pracy to: Wpływ przestrzeni na kształtowanie procesów innowacyjnych. Najbardziej interesującym fragmentem tej pracy jest sam fakt tego, jak cztery ściany, w ramach których wykonywana jest praca mogą wpływać na jakość naszej pracy. Przede wszystkim musimy sobie uświadomić, że to w jakiej przestrzeni jesteśmy, ma bezpośredni wpływ na to jak pracujemy. I o ile nie jest trudno wyobrazić sobie sytuację, w ramach której głośne otoczenie przeszkadza nam w rozmowie (czyli de facto uniemożliwia/utrudnia wykonanie pewnej czynności) to w przypadku efektywności nie jest już tak łatwo. To, że przestrzeń ma wpływ na jakość naszej pracy nie potwierdza wyłącznie ilość zakupionych obrazów przez Deuche Bank (zobaczcie, bo czad), ale też empiryczne badania socjologów (np. Senoo, czy Nonaka i Takeuchi). Gdy przeczytałem ten tekst, byłem wręcz przekonany, że za chwilę dostanę wytyczne co do ułożenia stołów do pracy grupowej, koloru ścian, czy nachylenia oparcia krzesła, które statystycznie są uważane za najbardziej optymalne. Nic bardziej mylnego. Poniżej pięć porad, które podniosą efektywność Waszego zespołu! Porada numer 1: Niech będzie elastycznie. Elastyczność przestrzeni, czyli możliwość dostosowania jej pod potrzeby grupy to moim zdaniem kluczowy element do wygodnej pracy. Na podobny zabieg zwraca uwagę Kaisa Okansen i Pirjo Stahle (Oksanen, Ståhle 2013), które w swojej pracy o innowacyjnych przestrzeniach zauważają, że możliwość przekształcania przestrzeni pod swoje potrzeby sprawia, że otwierają się znaczne szersze możliwości eksperymentowania ale i też dynamicznych zmian w zakresie składów zespołu. W praktyce...
Ograniczenie jest wyzwaniem

Ograniczenie jest wyzwaniem

Często myślimy o kreatywności jak o czymś, co nie zna limitów ani ograniczeń. Zgoda, wyobraźnia i twórczość potrafią ponieść nasze myśli bardzo daleko i doprowadzić do zaskakujących pomysłów. Dziś jednak chciałam się zastanowić nad uwalnianiem kreatywności w ostro postawionych granicach. Think inside the box Kto z nas nie słyszał korporacyjnego sloganu „think outside the box”, powtarzanego często do znudzenia i z pokpiwaniem. No bo jak tu coś nowego wymyślić, skoro wszyscy znamy stare ograniczenia? No właśnie! To jest prawdziwe wyzwanie – wymyślić nową drogę poprzez stary, dobrze znany teren, z uwzględnieniem istniejących ograniczeń. Czyli „think inside the box”: myśl w środku, otoczony limitami, granicami, problemami, które nie zależą od Ciebie i które (przynajmniej na razie) nie znikną. Podobnie zresztą Twyla Tharp w książce The Creative Habit (o której pisaliśmy tutaj na naszym blogu) przekonuje, że najpierw trzeba zacząć od pudełka, żeby pozwolić sobie na myślenie „out of the box”. Na marginesie: będąc w środku takiego pudełka nie trzeba się koniecznie godzić na daną sytuację. Zawsze istnieje jakiś sposób, by dać znać (szefowi, klientowi, partnerowi), że dana sytuacja jest dla nas kłopotliwa i ograniczająca. W taki sposób można wypracować nowe rozwiązanie dopasowane do sytuacji i nie dotyczy to wyłącznie biznesu. Dziś przyjrzymy się własnemu podwórku, mieszkaniu, zużywanym rzeczom i zajrzymy do… kosza na śmieci! Ale od początku, skąd taki pomysł? Zero waste – twórczo i ekologicznie Dla osób troszczących się o środowisko segregacja śmieci jest rutynowym zachowaniem, ale osoby, którym jest mało poprzestać na segregacji i które idą krok dalej, wybierają ograniczanie śmieci do minimum. Na przykład przez rezygnację z plastiku lub ogólnie z produktów pakowanych. Idea zwana zero waste...
Mówmy o sukcesach

Mówmy o sukcesach

Milczenie czy mówienie? ,“Siedź w kącie a znajdą Cię” “Milczenie jest złotem” Ile razy słyszeliście takie i podobne hasła wypowiadane pod Waszym adresem? Ja doskonale je pamiętam ze swoich szkolnych lat, zwłaszcza z okresu podstawówki. Mówienie o swoich sukcesach było często traktowane jak przechwalanie się, jako coś niestosownego. Najbardziej ceniona była tzw. „skromność”, czyli cichutkie czekanie aż ktoś dostrzeże, pochwali. A wtedy mówienie: „ee, to nic takiego”, „no tak, udało mi się”, „tak jakoś wyszło” czy przypisywanie zasługi komuś innemu, zrządzeniu losu czy jakiejkolwiek innej sile zewnętrznej. I chyba przez te wszystkie lata niewiele się w tym zakresie zmieniło (o czym też wspomina profesor Tina Seelig w książce InGenius o której pisaliśmy w tym wpisie). Na jednych z moich zajęć zadałam studentom jako pracę domową przygotowanie prezentacji na temat odniesionych sukcesów w sytuacjach, w których myśleli nieszablonowo. Studenci mogli wybrać formę przedstawienia swojej pracy: w wersji pisemnej lub w formie krótkiego wystąpienia na forum grupy. Większość wybrała pisemną wersję – bo przecież trzeba jakoś zaliczyć, a chwalić się nie wypada ;) Odwaga Ci co zdecydowali się opowiedzieć o swoich sukcesach stając na wprost sali pełnej swoich kolegów i koleżanek, wychodzili ze skruszoną miną jakby przed chwilą coś przeskrobali. Nerwowo bawili się swoimi palcami. Głowa zwisała im w dół gdy cichutko pod nosem zaczynali mówić: „normalnie tego nie robię, ale wiecie, takie jest zadanie. Więc dzisiaj się pochwalę…” Po czym snuli swoją opowieść. O zdanych egzaminach, o marzeniach, które mimo przeciwności konsekwentnie spełniali. O wygrywanych konkursach, budowanych relacjach. O realizowanych pasjach, które z początku spotykały się z niezrozumieniem wśród nauczycieli czy bliskich. Te pasje niekiedy wiązały się z wykluczeniem w grupie rówieśników....