Kilka tipów o przestrzeni i grupie

Kilka tipów o przestrzeni i grupie

Wynajmujesz przestrzenie? Albo masz swoją? W ramach tego tekstu postaram się Wam odpowiedzieć na pytanie “Co zrobić z przestrzenią, by pracowało się w niej lepiej?”   To, że piszę o tym, wynika z mojego procesu pisania pracy licencjackiej. Temat mojej pracy to: Wpływ przestrzeni na kształtowanie procesów innowacyjnych. Najbardziej interesującym fragmentem tej pracy jest sam fakt tego, jak cztery ściany, w ramach których wykonywana jest praca mogą wpływać na jakość naszej pracy. Przede wszystkim musimy sobie uświadomić, że to w jakiej przestrzeni jesteśmy, ma bezpośredni wpływ na to jak pracujemy. I o ile nie jest trudno wyobrazić sobie sytuację, w ramach której głośne otoczenie przeszkadza nam w rozmowie (czyli de facto uniemożliwia/utrudnia wykonanie pewnej czynności) to w przypadku efektywności nie jest już tak łatwo. To, że przestrzeń ma wpływ na jakość naszej pracy nie potwierdza wyłącznie ilość zakupionych obrazów przez Deuche Bank (zobaczcie, bo czad), ale też empiryczne badania socjologów (np. Senoo, czy Nonaka i Takeuchi). Gdy przeczytałem ten tekst, byłem wręcz przekonany, że za chwilę dostanę wytyczne co do ułożenia stołów do pracy grupowej, koloru ścian, czy nachylenia oparcia krzesła, które statystycznie są uważane za najbardziej optymalne. Nic bardziej mylnego. Poniżej pięć porad, które podniosą efektywność Waszego zespołu! Porada numer 1: Niech będzie elastycznie. Elastyczność przestrzeni, czyli możliwość dostosowania jej pod potrzeby grupy to moim zdaniem kluczowy element do wygodnej pracy. Na podobny zabieg zwraca uwagę Kaisa Okansen i Pirjo Stahle (Oksanen, Ståhle 2013), które w swojej pracy o innowacyjnych przestrzeniach zauważają, że możliwość przekształcania przestrzeni pod swoje potrzeby sprawia, że otwierają się znaczne szersze możliwości eksperymentowania ale i też dynamicznych zmian w zakresie składów zespołu. W praktyce...
Ograniczenie jest wyzwaniem

Ograniczenie jest wyzwaniem

Często myślimy o kreatywności jak o czymś, co nie zna limitów ani ograniczeń. Zgoda, wyobraźnia i twórczość potrafią ponieść nasze myśli bardzo daleko i doprowadzić do zaskakujących pomysłów. Dziś jednak chciałam się zastanowić nad uwalnianiem kreatywności w ostro postawionych granicach. Think inside the box Kto z nas nie słyszał korporacyjnego sloganu „think outside the box”, powtarzanego często do znudzenia i z pokpiwaniem. No bo jak tu coś nowego wymyślić, skoro wszyscy znamy stare ograniczenia? No właśnie! To jest prawdziwe wyzwanie – wymyślić nową drogę poprzez stary, dobrze znany teren, z uwzględnieniem istniejących ograniczeń. Czyli „think inside the box”: myśl w środku, otoczony limitami, granicami, problemami, które nie zależą od Ciebie i które (przynajmniej na razie) nie znikną. Podobnie zresztą Twyla Tharp w książce The Creative Habit (o której pisaliśmy tutaj na naszym blogu) przekonuje, że najpierw trzeba zacząć od pudełka, żeby pozwolić sobie na myślenie „out of the box”. Na marginesie: będąc w środku takiego pudełka nie trzeba się koniecznie godzić na daną sytuację. Zawsze istnieje jakiś sposób, by dać znać (szefowi, klientowi, partnerowi), że dana sytuacja jest dla nas kłopotliwa i ograniczająca. W taki sposób można wypracować nowe rozwiązanie dopasowane do sytuacji i nie dotyczy to wyłącznie biznesu. Dziś przyjrzymy się własnemu podwórku, mieszkaniu, zużywanym rzeczom i zajrzymy do… kosza na śmieci! Ale od początku, skąd taki pomysł? Zero waste – twórczo i ekologicznie Dla osób troszczących się o środowisko segregacja śmieci jest rutynowym zachowaniem, ale osoby, którym jest mało poprzestać na segregacji i które idą krok dalej, wybierają ograniczanie śmieci do minimum. Na przykład przez rezygnację z plastiku lub ogólnie z produktów pakowanych. Idea zwana zero waste...
Mówmy o sukcesach

Mówmy o sukcesach

Milczenie czy mówienie? ,“Siedź w kącie a znajdą Cię” “Milczenie jest złotem” Ile razy słyszeliście takie i podobne hasła wypowiadane pod Waszym adresem? Ja doskonale je pamiętam ze swoich szkolnych lat, zwłaszcza z okresu podstawówki. Mówienie o swoich sukcesach było często traktowane jak przechwalanie się, jako coś niestosownego. Najbardziej ceniona była tzw. „skromność”, czyli cichutkie czekanie aż ktoś dostrzeże, pochwali. A wtedy mówienie: „ee, to nic takiego”, „no tak, udało mi się”, „tak jakoś wyszło” czy przypisywanie zasługi komuś innemu, zrządzeniu losu czy jakiejkolwiek innej sile zewnętrznej. I chyba przez te wszystkie lata niewiele się w tym zakresie zmieniło (o czym też wspomina profesor Tina Seelig w książce InGenius o której pisaliśmy w tym wpisie). Na jednych z moich zajęć zadałam studentom jako pracę domową przygotowanie prezentacji na temat odniesionych sukcesów w sytuacjach, w których myśleli nieszablonowo. Studenci mogli wybrać formę przedstawienia swojej pracy: w wersji pisemnej lub w formie krótkiego wystąpienia na forum grupy. Większość wybrała pisemną wersję – bo przecież trzeba jakoś zaliczyć, a chwalić się nie wypada ;) Odwaga Ci co zdecydowali się opowiedzieć o swoich sukcesach stając na wprost sali pełnej swoich kolegów i koleżanek, wychodzili ze skruszoną miną jakby przed chwilą coś przeskrobali. Nerwowo bawili się swoimi palcami. Głowa zwisała im w dół gdy cichutko pod nosem zaczynali mówić: „normalnie tego nie robię, ale wiecie, takie jest zadanie. Więc dzisiaj się pochwalę…” Po czym snuli swoją opowieść. O zdanych egzaminach, o marzeniach, które mimo przeciwności konsekwentnie spełniali. O wygrywanych konkursach, budowanych relacjach. O realizowanych pasjach, które z początku spotykały się z niezrozumieniem wśród nauczycieli czy bliskich. Te pasje niekiedy wiązały się z wykluczeniem w grupie rówieśników....